b021122w 22th November 2002 NATO Summit Meeting in Prague, Czech Republic North Atlantic Council Meeting at the level of Heads of State and Government. Euro-Atlantic Partnership Council Summit Meeting. - General View


22 listopad  2002. Szczyt NATO w Pradze. Obrady prezydentów i szefów rządów państw członkowskich sojuszu / Copyright: NATO-OTAN

NATO ma bronić Europy. Jednak rozpieszczona dwoma dekadami braku realnego zagrożenia jedna z najzamożniejszych części świata zamieszkała przez 400 milionów mieszkańców nie jest w stanie się sama obronić.

USA stanowią niemal czwartą część sojuszu. Pozostali członkowie paktu, łącznie, to większa potęga gospodarcza niż Stany Zjednoczone.A jednak ich wydatki budżetowe na obronę czyli realne zaangażowanie w sojusz od lat spadają. To obraz zapaści militarnej Europy.

Ten dystans wciąż się zwiększa, bo większość sojuszu od lat pasożytuje na potędze militarnej Waszyngtonu. Cięcia strukturalne pozbawiły państwa europejskie większości ciężkiego komponentu wojsk lądowych. Skrajnym przykładem jest Holandia która nie ma już w swoim arsenale czołgów. Na przełomie lat 1980. i 90. niemiecka armia dysponowała ponad 5 tys. czołgów. Teraz w gotowości bojowej z trudem utrzymuje 225 maszyn Leopard 2. Jedynie lotnictwo i siły specjalne nie zostały naruszone poważnie. Jednak te ostatnie w konflikcie symetrycznym, czyli międzypaństwowej wojnie w pełnej skali, nie odgrywają istotnej roli. Wojska europejskie to głównie lekkie siły ekspedycyjne, które mogą prowadzić działania stabilizacyjne w państwach trzeciego świata, ale mają ograniczone możliwości w starciu z wrogą regularną armią jaką posiada Federacja Rosyjska.

Mariusz Cielma, ekspert portalu militarnego Dziennik Zbrojny, nie pozostawia wątpliwości, że „jedyna siła i nadzieja na wschodniej flance NATO to 13 brygad polskich Wojsk Lądowych.” “Polska armia posiada jeszcze komponent ciężki. Ma więcej czołgów niż Niemcy i Francuzi.” – dodaje.

Ekspert twierdzi, że wojsko polskie może zostać wykorzystane przez NATO do obrony wschodniej granicy sojuszu (“ma zobowiązania wynikające z planów ewentualnościowych”). Choć podobnie jak inne armie europejskie także siły lądowe wojska polskiego, według niego, nie są kompletne. Doradca ds bezpieczeństwa narodowego prezydenta Cartera prof. Zbigniew Brzeziński również uważa, ze “siły te są dalece nie wystarczające do obrony małych państw bałtyckich”. A to jest pierwszy według niego, “ewentualny cel Rosji w granicach sojuszu”. Problemów jest więcej bo Polska może nawet nie być w stanie rozpocząć interwencji sojuszniczej gdyby doszło do najgorszego. Dlaczego? Polsce brakuje zaufania do skrępowanych społecznym pacyfizmem europejskich sojuszników.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez ośrodek Pew Research Center tylko w Wielkiej Brytanii i Polsce wyraźna większość respondentów popiera udzielenie pomocy przez NATO sojusznikom, których zaatakowałaby Rosja. Inne liczące się państwa sojuszu jak Francja, Włochy, a przede wszystkim Niemcy, nadal forsują politykę niedrażnienia Rosji i trzymania dla niej otwartych drzwi. W tej sytuacji nikt nie może liczyć na solidarność europejskich członków NATO. Pakt Północnoatlantycki stał dyskusyjnym gremium, które jest niezdolne z powodu partykularnych i wzajemnie sprzecznych interesów, do szybkiego reagowania na pojawiające się zagrożenia.

„Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych sojusz NATO nie istnieje. USA opierają się na stosunkach jednostronnych, np. z Polską, a Niemcom się to nie podoba” – stwierdził dr George Friedman, szef prywatnej firmy doradczej Stratfor w Austin. USA jest jedyną siłą zdolną powstrzymać imperialne zakusy Rosji, która obok szantażu gazowego zaczęła też otwarcie używać straszaka wojskowego w celu forsowania swoich interesów. Problem w tym że razem z redukcją potencjału armii europejskich ograniczano obecność amerykańskich żołnierzy w Europie. Po roku inspirowanej przez Rosję wojny na Ukrainie, USA skrępowane ograniczającym wydatki wojskowe ustawą Budget Control Act i najbardziej izolacjonistyczną polityka od II wojny światowej prezydenta Baracka Obamy niewiele zrobiły żeby to zmienić.

W interesie Waszyngtonu jest wzmocnienie wschodniej flanki Sojuszu. Ale to grozi realną drugą Zimną Wojną i protestami powiązanych gospodarczo z Rosja części państw Europy Zachodniej. Dlatego jak dotąd jedynie nieznacznie zwiększono liczbę sprzętu na starym kontynencie oraz wdrożono program stałych szkoleń amerykańskich żołnierzy w krajach Europy środkowo – wschodniej. Zdaniem Polaków, Rumunów, Litwinów, Łotyszy i Estończyków to jednak za mało. Ich obawy podzielają także amerykańscy wojskowi. „Należy zwiększyć nasze możliwości, żeby wzmocnić obronę krajów bałtyckich i Polski poprzez większą liczbę ćwiczeń i stałą, a nie tylko tymczasową obecność”- powiedział emerytowany amerykański admirał James Stavridis, były Głównodowodzący Sojuszniczych Sił w Europie.

Czy zatem w byłych państwach Układu Warszawskiego powstaną stałe zachodnie bazy wojskowe? Decyzja i działanie w tej sprawie leży wyłącznie w gestii amerykańskiego supermocarstwa. Europejskie NATO nawet gdyby taką decyzję podjęło – nie miałoby czym go zrealizować, bo likwidacja potencjału militarnego nie jest trudna, ale odbudowa kosztuje miliardy dolarów i lata pracy.