Czy Ameryka i świat znajdują się u początku kolejnego epizodu inflacji podobnego do tej z lat 1970 albo 1980? A może obecne niskie stopy procentowe przyczynią się do utrzymania niskiej inflacji w dającej się przewidzieć przyszłości?

David Wessel podjął ten problemem w swoim artykule “Capital” w Wall Street Journal z 24 lutego 2011 r. Wessel ma rację twierdząc, że Fed kierowany przez Bena Bernanke prowadzi politykę opartą na przekonaniu iż kurs inflacyjny zależy od oczekiwań: Stopa inflacji utrzyma się na niskim poziomie jeśli takie są oczekiwania rynku. Wessel cytuje Bernanke: “Stan oczekiwań inflacyjnych znacząco wpływa na poziom aktualnej inflacji i zdolność banku centralnego do utrzymania stabilnych cen”.

Jest jednak zupełnie inaczej niż twierdzi szef Fed. Polityka Fed systematycznie kształtuje oczekiwania inflacyjne. Jego oświadczenie koncentruje się na perspektywie krótkoterminowej i efemerycznej pomijając długo-trwałą i stałą. Stwierdzenie Bernanke wpisuje się w tradycję bankierów centralnych.

Profesor Allan Meltzer z Uniwersytetu Carnegie-Mellon streszcza sposób myślenia bankierów centralnych w “A History of the Federal Reserve”. W pewnym stopniu za polityką banków centralnych kryje się teoria oparta na szkole myśli bankowców z XIX wieku. Głównym jej reprezentatem był Thomas Tooke, który “zaprzeczył, że pieniądze, kredyt czy zasób pieniądza (pieniądz bazowy) mają jakiekolwiek odniesienie do cen. Wiekszość urzędników Federal Reserve zachowało tę tradycję do lat 1920. Nie zgadzali się z tym, że ich działania mają wpływ na poziom cen”

Nieszczęśliwie dla obrońców obecnej polityki Fed, inflacja przyspiesza na całym świecie. Gospodarka Singapuru odniosła korzyść ze zwiększonych obrotów handlowych, ale inflacja cen konsumenckich utrzymuje się teraz na poziomie 5,5 proc. w skali roku. W Wietnamie, gospodarce rozwijającej sie, inflacja cen konsumenckich wynosi 12 punktów procentowych. Zamieszki na tle wzrostu cen żywności wstrząsnęły Indiami. Nawet amerykański konsument zaczął odczuwać rosnącą inflację, o czym każdy może przekonać się w sklepie spożywczym. Pytanie nie brzmi już czy inflacja jest na horyzoncie, bo wysoka inflacja jest faktem.

Emerytowany publicysta Journal George Melloan wyjaśnił w komentarzu Wall Street Journal z 23 lutego 2011 w jaki sposób gospodarka przyczyniła się do wywołania niepokojów na Bliskim Wschodzie. Roczny stopa inflacji cen konsumenckich w Egipcie wzrosła z 5 proc. w 2006 do 19 proc. w 2009. W Iranie w tym samym okresie wzrost nastąpił z 13 do 25 proc. Wzrost inflacji uderzył w budżet gospodarstw domowych zwłaszcza w wielu biednych krajach. Zrozpaczeni ludzie wyszli na ulicę. Jak zauważył gorzko Melloan “Jedynym, który nie potrafił wyjaśnić przyczyn kryzysu był człowiek, który ponosi największą odpowiedzialność szef Federal Reserve Ben Bernanke”.

Nie tylko polityka monetarna spowodowała wzrost cen żywności. Wpływ na nie miał też gwałtowne spadki podaży.

Jednak konieczne są tutaj dwa stwierdzenia. Po pierwsze, rośnie globalna produkcja żywności i ceny. Wzrost cen i ilości towaru jest odbiciem wzrastającego popytu w stosunku do podaży. Po drugie, niemal wszystkie produkty rolne, nie tylko zresztą rolne reagują na zmiany polityki monetarnej. Wraz ze wzrostem cen żywności rosną ceny ropy, złota, srebra, miedzi i całej gamy surowców stosowanych w produkcji. Wyjątek stanowi gaz naturalny, którego cena utrzymuje się na niskim poziomie ze względu na pozytywny wstrząs podaży związanych z odkryciem nowych złóż. To jest właśnie dowód wpływu podaży wbrew twierdzeniem bankierów centralnych.

Surowce podobnie jak wiele towarów handlowych wycenione są w dolarach. Fed kreuje “pieniądz bazowy”: rezerwy banku plus waluta. Banki powiększają następnie bazę udzielając kredytu w oparciu o rezerwy. Im więcej pieniądza bazowego i bankowego tym wyższe ceny surowców i innych towarów. Za dużo pieniędzy przy zbyt małej ilości towaru powoduje wzrost. Tak można w uproszczeniu wyjaśnić inflację.

Sytuację inflacyjną skomplikowało osłabienie gospodarki amerykańskiej, której wzrost wciąż jest tłumiony przez spadki i wzrosty na rynku nieruchomości. Ekspansja podaży pieniądza poprzez kredyt miała miejsce nie tylko w USA, ale także w rozwijających się gospodarkach Azji i Ameryki Łacińśkiej. Oczywiście w pewnym stopniu bogactwo tych krajów zależy od polityki łatwego pieniądza Fed – jest to złudne bogactwo. Obywatele tych krajów płacą za nie inflacją.

Fed płaci niewielki procent od rezerw, co w pewnym stopniu wpłynęło na zacieśnienie kredytu w innych bankach. Przy niskim popycie lub słabej jakości kredytu, banki zdecydowały się deponować pieniądz w lokalnych oddziałach Fed i zarabiać bezpiecznie. To właśnie ma teraz miejsce.

A oto niektóre związki pomiędzy polityką Fed a globalną inflacja. Waluty wielu krajów są ściśle związane z dolarem. Ich stopa wymiany jest stała lub ulega bardzo powolnym zmianom. Przykładem stałej stopy jest dolar Hong-Kongu, a powolnej zmiany – chiński juan. Nawet tak zwane płynne waluty tak naprawdę nie są płynne. Banki centralne interweniują aby zapobiec gwałtownemu wzrostowi ich wartości w stosunku do dolara. Jedyny liczący się bank centralny, który wydaje się pozwalać na płynny kurs waluty w stosunku do dolara jest szwajcarski. I frank szwajcarski stosunkowo silnie umacnia się w stosunku do dolara.