Plakat informujący o premierze fimu Pussy Riot: Punk Prayer w telewizji HBO

Plakat premierowy filmu "Pussy Riot:Punk Prayer"

W tym tygodniu w telewizji HBO swoją premierę miał film dokumentalny Pussy Riot: Punk Prayer o cieszącym się złą sławą rosyjskim kobiecym zespole art.-punk, którego muzycy zostali skazani za „chuliganizm” po swoim proteście w cerkwi prawosławnej w Moskwie. Film zaskakuje widza: niemal wszyscy, którzy w nim wzięli udział, bez względu na ich opinie, wydają się okazywać więcej współczucia niż by się zdawało – z wyjątkiem Władimira Putina, który mimo iż pojawił się tylko w migawce to potrafił przechytrzyć wyraźnie zakłopotanego angielskiego dziennikarza.

Celem tego filmu było przedstawienie Putina w roli nikczemnika, a dziewczyn jako bohaterek, którym jednak reżyser, oddaje przysługę, uczłowieczając je i poświęcając dużo czasu ich rodzinom. Mimo ich młodocianej polityki, rozdętego ego i czasami ich dziwnych wyborów miejsca na ekspozycję swojej „sztuki” trudno jest przynajmniej nie okazać podziwu wobec ich chęci rzucenia wyzwania autorytarnemu reżimowi, który represjonuje inaczej myślących. Ponadto wyroki orzeczone były dla nich zupełnie nieproporcjonalne w stosunku do ich przestępstw, ich proces wyreżyserowany i niesprawiedliwy, a zawoalowane groźby państwa odebrania dziecka jednej z dziewczyn są po prostu nieludzkie. Jednak mimo pozoru prostoty ich wyczynu i reakcji, które sprowokowały, ten spór odsłania bardziej złożone i ważne pytania dotyczącej rosyjskiego społeczeństwa i państwa.

W swojej książce na temat ostatnich dni Związku Sowieckiego Conor O’Cleary cytuje 82 letnią Julię Massarską, która przyszła na mszę do kościoła katolickiego w Moskwie po raz pierwszy od wybuchu Rewolucji Październikowej 1917 roku kiedy miała osiem lat: „Nigdy nie czułam się tak dobrze. Mam wrażenie jakbym wróciła do domu”.

Nie tylko Massarska. W filmie “A Punk Prayer” można usłyszeć tych, których dziewczyny obraziły – a wśród nich kobiety, których wiek wskazuje na to, że przeżyły dekady sowieckich represji wymierzonych w ludzi wierzących.  „Nie mogliśmy praktykować przez 70 lat” – mówi jedna z nich.  „Ssaliśmy naszą wiarę z mlekiem matki. To miejsce jest święte dla nas.  W 1812 roku ludzie zbierali pieniądze na budowę. I popatrzcie co one zrobiły.” Film dokumentalny, co jest jego zasługą, ukazuje przegląd polityki anty-religijnej wprowadzonej przez rewolucję bolszewicką.

Nie jest to jednak usprawiedliwianie kary za „bluźnierstwo” – którą będzie wymierzać państwo rosyjskie jak tylko wejdą w życie dwie nowe ustawy. Doprawdy, popularność poza granicami Stanów Zjednoczonych takiej policyjnej myśli wprawia w przygnębienie, zwłaszcza w Kanadzie i Unii Europejskiej, które powinny bardziej rozumieć ten problem.  Jest to raczej zwrócenie uwagi na fakt, że wiele osób spośród obrażonych przez dziewczyny z Riot to wcale nie Putiniści. Niektóre z tych osób wyraźnie mówią, że nie chcą by dziewczyny znalazły się za kratami, ale przyznają równocześnie że są boleśnie doświadczone prześladowaniem państwa, które trwało niemal przez całe ich życie, a teraz stały się celem tak zwanych liberałów z Moskwy. Oni, wierzący chcą wyraźnie stwierdzić, że nie traktują tych dziewczyn jak swojego wroga.

Dochodzimy teraz do najbardziej destrukcyjnej części pokazowego procesu i uwięzienia tych dziewczyn, a jest to bardzo często najmniej zrozumiały aspekt tego konfliktu. Putin popiera taką karę nie po to żeby bronić czy gloryfikować kościół. Dokonuje, choćby w przenośni, ponownie sabotażu kościoła. W oczach opinii publicznej burzy go łącząc represje reżimu z rosyjskim Kościołem prawosławnym.

Chruszczow obiecywał, że „weźmie Boga za brodę”; a Putin chce umieścić Boga na liście jego przestępstw i polityki. Komuniści chcieli wyeliminować i zastąpić Boga, Putin chce by istniało przekonanie, że Bóg to jego premier. Nathaniel Davis w A Long Walk to Church ważnym studium na temat religii w Rosji odsłania powody i logikę, którą kierowali się komuniści gdy atakowali kościół:

Zastanówmy się nad “Państwem Bożym” w Związku Sowieckim, które komuniści atakowali w czasach wojującego ateizmu. „Świątynie” w tym państwie mogą symbolizować różne organizacje religijne, zakorzenione na ziemi, na której państwo może zostać zaatakowane a jego wymiary mogą zostać zmierzone. Każda z tych świątyń ma również wymiar pionowy rzeczywistości duchowej, i nikt kto znajduje się na ziemi nie może dostrzec położonych wysoko części tych kolumn, kopuł i wież, które jakby były pokryte mgłą. To jest sfera filozofów i teologów, którzy nie są ograniczeni ziemskim wymiarem. Celem tego studium jest opis sytuacji na ziemi, to właśnie na tym poziomie zaatakowali komuniści, ponieważ oni także byli ograniczeni ziemskim wymiarem….

Ten obraz „świątyni” ograniczonej wymiarem doczesnym ma tylko pomóc odróżnić badania historyka od badań filozofa, a nie przedstawiać kościoły jako bezwolne obiekty czy cel historyka, jako prosty pomiar wymiarów i niezmiennych form. Ze swojej istoty kościół to ludzie i można go właściwiej opisać jak „maszerującą armię”.