Kilkanaście dni temu Blog Metadebaty usiadł przy kawie z nowozelandzkim przedsiębiorcą, który od blisko 20 lat obserwuje fenomen chińskiego rynku. „Można odnieść wrażenie, że Australijczycy, Nowozelandczycy, Singapurczycy po kilku latach intensywnej współpracy gospodarczej wydają się nieco odwracać uwagę od Chin. Lokalna prasa w ostatnich tygodniach zwraca uwagę na różne mankamenty chińskiego kapitalizmu. Dla mnie szokujący był fakt, że największe przedsiębiorstwa metalurgiczne, jak twierdzą autorzy tych tekstów, nie przyniosły od 5 lat żadnego zysku. Niemniej nadal cieszą się zainteresowaniem zachodnich inwestorów…” – podzieliłem się refleksją. Rob potwierdził fakt utrzymującego się w Państwie Środka boom-u na surowce naturalne.  I podkreślił, że „przejechał całe Chiny wzdłuż i wszerz” obserwując radykalne zmiany (10 procentowy wzrost PKB utrzymywał się przez ok. 6 lat) przede wszystkim na prowincji: „Kiedyś nieodłącznym elementem krajobrazu Chin był rower, dziś jest to coraz częściej lekkie auto”. Jak dodał, Chińskie firmy zapowiadają wprowadzenie auta zasilanego baterią elektryczną najdalej na początku przyszłego roku (ponadto chiński koncern Wanxiang Group Co. finalizuje zakup A123 Systems, producenta zaawansowanych technologicznie baterii). Gliniane domki pamiętające Mao zastąpiło budownictwo z cegły, a na dachach wyrosły anteny do odbioru telewizji satelitarnej. Jak podkreślił: „zapewne istnieje problem defraudacji kapitału, nie mniej olbrzymia część sfinansowała inwestycje: generatory prądu, fabryki, mosty, nowoczesne autostrady, koleje i inne pasywa”.

„Ale w jaki sposób recesja Unii wpłynie na Chiny?” – zapytałem. Część produktów, których się nie da wyeksportować zostanie sprzedana taniej na rynku wewnętrznym, produkcja spowolni ale „Chiny nie stracą nowoczesnego parku maszynowego, laboratoriów technologicznych”. Jego zdaniem wiele wskazuje na to, że Komitet Centralny może zdecydować się jeszcze bardziej obniżyć ceny towarów „i zalać nimi świat by pomóc swoim partnerom handlowym i sobie”. „Czy jednak Chiny nie są bańką jak twierdzi część ekonomistów (Rosenberg, Roubini, Shiff). Ponadto Chińskie władze postanowiły stabilizować, nieco załamujący się rynek nieruchomości, podatkiem, który będzie obowiązywał nie tylko w Szanghaju i Chongkin jak zapowiadano. ” Rob wskazał na dwa fakty, o których, jego zdaniem zapomina się, dyskutując na temat Chin: w przeciwieństwie do USA, EU rząd chiński nie pożycza pieniędzy na nowoczesne inwestycje tylko wydaje swoje nadwyżki, a po drugie nawet jeśli jakaś bańka pęknie to olbrzymie inwestycje infrastrukturalne pozostaną podobnie jak możliwości produkcyjne. Trudno w to uwierzyć, ale chińskie przeciętne gospodarstwo domowe nie tylko nie jest zadłużone, (jak europejskie czy amerykańskie), ale nawet posiada co najmniej 10 procent oszczędności rocznych dochodów. Chiński rynek jest nadal chłonny.

Rob zwrócił moją uwagę na jeszcze jeden aspekt. Przedsiębiorcy i inwestorzy chińscy w przeciwieństwie do zachodnich nie oczekują na szybki zysk. Wychowani na przykładach dochodzenia z własnej i zachodniej historii (Edison, Ford, Philips i wspierający ich kapitał inwestycyjny etc.) do sukcesu przez wiele lat czy nawet pokoleń, rozumieją, że zysk jest nagrodą za ciężką pracę i ciągłe inwestowanie.

Rob zwrócił też uwagę na fakt renesansu religijności w Chinach: „większość moich chińskich partnerów to nie ateiści. Część twierdzi, że znajduje pokój i inspiracje w świątyniach Buddy. (Najwspanialsze świątynie, ozdobione złotem powstały w ostatnich 5 latach. ). Inni, jak dodał „w swoim kalendarzu codziennych spotkań poświęcają regularnie czas na medytacje mądrości zawartych w Biblii.”

Wydaje się, że to jest właśnie problem obecnego kryzysu finansowego i gospodarczego: nie wiąże się on wyłącznie z kwestii fiskalną, czy nawet lepszym prawem w takim stopniu jak z mentalnością inwestorów.  O konieczności przesunięciu paradygmatu inwestowania opowiada arcyciekawa książka Johna C. Bogle, założyciela i wieloletniego prezesa Vanguard Group (największy instytucjonalny udziałowiec JPMorgan Chase) Clash of the Cultures: Investment vs. Speculation. Legendarny inwestor amerykański przestrzega przed swoimi błędami, które popełnił w latach 70 jako CEO Wellington Fund m.in. zatrudnienie menadżerów w 1972 r., którzy „podjęli ryzyko bezprecedensowe w dziejach firmy”, i w krótkim czasie spowodowali straty, które „udało się odrobić dopiero w 1983 r”.

Czasami w życiu, robimy wielki postęp cofając się nieco do tyłu. Dokładnie w ten sposób postąpiliśmy kiedy zdecydowaliśmy przywrócić pierwotne zasady inwestowania Wellington Fund – powrócić do korzeni. Kilka miesięcy później zarząd zgodził się z  zaproponowanymi przeze mnie rekomendacjami:

(1) hold the equity ratio firmly within a range of 60 to 70 percent of assets; (2) emphasize seasoned dividend-paying blue-chip stocks, largely of investment-grade quality and (3) sharply increase the Fund’s dividend income. …

Jak wspomina Bogle roczna dywinda wypłacana przez Fundusz rosła 0,54; 0,66; 0,75; 0,84; 0;87 i 0;92 dolara w latach 1978-1983. Niemal tak samo jak Bogle prognozował w rekomendacji dla zarządu.