Przemówienie Premiera Netanyahu wygłoszone na sesji izb połączonych Kongresu, biorąc pod uwagę sztukę pisania takich tekstów, można nazwać majstersztykiem.

Przemówienie rozpoczęło się słowami, które były wyrazem zarówno wielkoduszności jak i wdzięczności. Całość stanowiła logiczną prezentację, która była również wyrazem odpowiedzialności. Zawierała rzeczowe i bezdyskusyjne potępienie reżimu Iranu, a także krytykę podstawowych błędów porozumienia, która prezydent Obama chce zawrzeć z Teheranem. Słowa kończące przemówienie: “Jednak mogę ci zagwarantować, że skończyły się czasy, kiedy Zydzi byli pasywni wobec grożącego im niebezpieczeństwa ze strony śmiertelnych wrogów” były sugestywne i poruszające. Podobnie jak oczywisty podziw i uczucie Netanyahu wobec Stanów Zjednoczonych. (W przeciwieństwie do prezydenta Obamy kiedy premier Netanyahu opisywał Amerykę to nie był zmuszony do wyrażania swojej krytyki.)

W tekście znalazły się wspaniałe i niezapomniane myśli:

  • W czasach, w których wielu ma wielką nadzieję na to, że Iran dołączy do wspólnoty narodów, Iran pożera narody.
  • Stąd w kwestii Iranu i ISIS – wróg twojego wroga jest twoim wrogiem.
  • Dlatego właśnie to porozumienie jest takie złe. Ono nie blokuje Iranu na drodze do zdobycia bomby, ono toruje Iranowi drogę do zdobycia bomby.
  • Ten układ nie jest pożegnaniem z bronią. To będzie pożegnanie z kontrolą zbrojeń.
  • Jeśli Iran zmieni swoje postępowanie to restrykcje zostanie zniesione. Jeśli Iran nie zmieni swojego postępowania to restrykcje nie powinny być zniesione.
  • Mówi się nam, że alternatywą wobec tego złego porozumienia jest wojna. Nie. Alternatywą wobec złego układu jest dobre porozumienie.
  • Po raz pierwszy, od stu lat, my Zydzi możemy się bronić. I dlatego – i dlatego jako premier Izraela mogę ci jedno obiecać: nawet jeśli Izrael pozostałby osamotniony, Izrael będzie trwał. Ale ja wiem, że Izrael nie będzie osamotniony. Wiem, że Ameryka będzie trwać razem z Izraelem. Wiem, że wy trwacie razem z Izraelem.

Oglądając to przemówienie trudno nie było odczuć, że to był nie tylko moment przełomowy – ze względu, w dużej mierze, na kampanię zniesławiania prowadzoną przez prezydenta Obamę w dniach poprzedzających przemówienie – ale niezapomniany, dzięki premierowi Netanyahu. On doskonale panował nad każdym jego szczegółem.

Dla mnie, miłośnika słowa i potęgi słowa jako siły przekonywania i ukazywania prawdy, było ulgą usłyszeć w końcu przywódcę narodu, który przemawia na sesji połączonej Kongresu, odznaczając się intelektualną uczciwością. W przeciwieństwie do prezydenta Obamy, który nigdy nie podejmuje uczciwej dyskusji ze swoimi krytykami, premier Netanyahu zarysował rzetelnie (i krótko) argumenty swoich adwersarzy. I podjął przemyślaną, empiryczną i logiczną debatę z nimi co stanowi wyjaśnienie dlaczego Obama tak mocno chciał uniemożliwić premierowi Netanyahu wygłoszenie tego przemówienia. Prezydent wiedział, że jego stanowisko nie przetrwa gdy zostanie ujawnione. A premier Izraela okazał dojrzałość i zrozumienie znaczenia celu tego przemówienia. I tych cech brakuje naszemu prezydentowi.

To wstyd, że Amerykanie muszą czekać na przywódcę zagranicznego, który przemówi do nich słowami stanowiącymi wyraz uczciwości intelektualnej i powagi moralnej. Ale w takich czasach przyszło nam żyć.