Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill w swoim przemówieniu radiowym w październiku 1939 roku, tak określił Rosję: „To zagadka owinięta w misterium wewnątrz tajemnicy; ale być może istnieje pewien klucz. Kluczem jest interes narodowy Rosji”. Trudno ocenić czy apel o pojednanie dwóch narodów, który dotąd wywołał przede wszystkim konsternację i zakłopotanie części wierzących, rzeczywiście służy Rosji.

Wydaje się jednak nie być potrzebny ani Polakom, ani Rosjanom, którzy nie są skłóceni tylko raczej oddzieleni. Te efekt decyzji polityków, na których obywatele obu krajów mają coraz mniejszy wpływ. Polacy od pokoleń cenią rosyjskie dzieła sztuki i literatury przenikliwość debat „Braci Karamazow”, romantyczną harmonię „Jeziora Łabędziego” czy refleksję przebijającą z ikon. Niestety, nieliczni mogą zwiedzić Ermitaż czy, jako wolni obywatele, spotkać białego niedźwiedzia na Syberii. Wyjazd do Rosji wiąże się przede wszystkim z uzasadnioną obawą o bezpieczeństwo (np. obecnie, w sierpniu 2012 r., brytyjski MSZ odradza wszelkich wyjazdów do Rosji ze względu na wzrost zagrożenia terroryzmem). A dla przeciętnego Rosjanina przyjazd do Polski to problem zdobycia paszportu i wizy do kraju Schengen.

Polacy i Rosjanie także, w miarę skromnych możliwości, udzielają sobie pomocy i okazują gesty zrozumienia. Tak było też w kwietniu 2010 r. po katastrofie rządowego tupolewa. Wielu Rosjan kwiatami i wpisem do księgi kondolencyjnej wyraziło solidarność z pogrążonymi w szoku i smutku Polakami. We wcześniejszych latach niejednokrotnie Polacy organizowali transporty charytatywne dla Rosji (niżej podpisany, na początku lat 90., miał przywilej pomóc zorganizować jeden z nich dla pewnego kościoła w Moskwie). Biskupi kościoła muszą wiedzieć o takich licznych przedsięwzięciach podejmowanych we współpracy z polskimi księżmi w Rosji, a także o działaniach na rzecz ich ograniczenia (niestety, trzeba podkreślić, że to właśnie na życzenie moskiewskiego patriarchatu wprowadzono w 1997 roku ustawę o tak zwanym prozelityzmie. Prawo religijne znacząco ogranicza działalność duchownych niepodporządkowanych najwyższym władzom tego kościoła. Inne kościoły, pod koniec lat 90. i na początku 2000 roku, natrafiły na problem rejestracji swojej działalności, uzyskania pozwolenia na budowę czy wynajęcie pomieszczeń – prawo zadziałało tak, by w jak największym stopniu je sparaliżować. Wiele organizacji opuściło Rosję. Inne zawęziły swoją działalność. Prawo wprowadzone na życzenie moskiewskiej cerkwi utrudniło też innym kościołom odzyskiwanie mienia ukradzionego przez komunistów. Problemy jednak dotykają również kościołów, którym wydawało się, że działały zgodnie z lokalnym prawem. W raporcie International Religious Freedom Report for 2011, iż organizacje pozarządowe (NGO), które stawiają sobie za cel walkę z ekstremizmem i nacjonalizmem przekazały informację, że chrześcijańskie kościoły protestanckie miały w ubiegłym roku największy problem z restytucją mienia).

Jaki jednak wpływ ma hierarchia patriarchatu moskiewskiego na Rosjan? Według badań zawartych w raporcie Departament Stanu  5 procent Rosjan to praktykujący chrześcijanie. Tyle samo co w 1997 r., a wówczas z badań rynkowych organizacji Russian Bible Society wynikało, że ta liczba nie powinna wynosić więcej niż 2, a może nawet 1 procent. Rosyjskie MSW w tym samym roku informowało, że w nabożeństwach wielkanocnych w moskiewskich cerkwiach wzięło udział 120 tysięcy, czyli o 45 tysięcy mniej w stosunku do poprzedniego roku. Wydaje się zatem, że głos hierarchii moskiewskiego prawosławia może nie zabrzmieć donośnie w Rosji.

Najważniejszy problem apelu to przemilczenie żądań coraz większej części populacji Rosjan (10 grudnia 2011 roku na ulicach Moskwy protestowało 60 tysięcy) o fundamentalne zmiany: przywrócenie demokracji i wolności słowa. Z lektury można odnieść wrażenie, że hierarchia promuje taką samą postawę jak kraje zachodnie, które przed dojściem do władzy prezydenta Ronalda Reagana praktykowały w stosunku do Polaków uwięzionych za Żelazną Kurtyną: ułożyć się z władzami i przemilczeć niesprawiedliwość, jaka dotyka obywateli. Tak jakby wszyscy byli na ich los obojętni. Stąd w naturalny sposób jego treść rozmija się z oczekiwaniami, przynajmniej, części Polaków. 

Ogłoszony przez polskich biskupów apel zyskałby zapewne większy oddźwięk, gdyby powstał z udziałem wiernych. Kościół katolicki wypracował wiele metod tworzenia oddolnych inicjatyw. Częścią jego nauczania społecznego jest zasada pomocniczości to znaczy, nieco upraszczając, nie odbierania zadań mniejszym podmiotom przez jednostki większe. Można mieć wrażenie, że w kwestii apelu wiele zadań nie zostało odrobionych. I miałby większą wartość, spotkałby się z bardziej akceptującą postawą, jeśli np. powstałby tak, jak dokumenty synodalne: od komisji parafialnych przez diecezjalne do centrum. Wówczas byłby to ważny akt dyplomacji publicznej, z którego korzyść odniosłyby oba narody.

Tomasz Pompowski – współzałożyciel i redaktor naczelny „Ofensywy Wolności”.