Barack_Obama_with_Benjamin_Netanyahu_in_the_Oval_Office_5-18-09_2

Barack Obama z Benjaminem Netanyahu w Gabinecie Owalnym – 18 września 2002 r. /Photo: Executive Office of the President /Copyright: Public Domain via Wikimedia Commons

Napisałem niedawno, że Barack Obama jest “po prostu antyizraelski”. To co wydarzyło się w ubiegłym miesiącu tylko potwierdziło moją ocenę. Wiele znaków na to wskazuje, ale najbardziej mnie przekonuje iż Obama okazuje więcej gniewu w stosunku do Izraela i jego premiera, Beniamina Netanyahu, niż wobec innych rządów reszty świata – włącznie z tyraniami. Premierowi Izraela okazał znacznie mniej szacunku niz jakiemukolwiek innemu przywódcy państw światowych – włącznie z najbardziej brutalnymi. Zadziwia ile czasu i energii wkłada prezydent Obama i jego administracja w ataki otwarte, w kuluarach czy na niepublicznych spotkaniach, na premiera Netanyahu. Obama wydaje się poświęcać więcej pasji i czasu grze w golfa niż Izraelowi, choć w pierwszym przypadku jest to raczej energia pozytywania, w drugim – negatywna.

Niepokojące jest to, że wiele dowódów wydaje się wyjaśnia nieugiętą wrogość Obamy do Izraela i Netanyahu. Podejrzewam, że jednym z nich jest fakt iż premier Izraela nie dał się zastraszyć prezydentowi i chce publicznie przedstawić swoje argumenty. I co gorzej, jak się wydaje Obamie, chce zawstydzić prezydenta obnażając jego politykę ustępstw wobec Iranu. (Więcej informacji na temat katastrofalnego porozumienia, które poparł prezydent można znaleźć tutaj i tu.)

Kongresmeni, którzy utrzymywali służbowe kontakty z Obamą powiedzieli mi, że najbardziej się dąsa i staje się nadąsany gdy przegrywa w dyskusję.  To powoduje, że reaguje ogromnym gniewem czyli tak jak moglibyśmy się spodziewać po prezydencie, który słynie z powierzchownych wypowiedzi i nieuczciwości intelektualnej. Nikt spośród prezydentów tak długo jak żyję bardziej nie pasuje do określenia Kennetha Minogue’a: “pirotechnik na polu ze słomianymi strachami na wróble”.

Narcyz pałający nienawiścią musi zostać zawstydzony – i dokładnie tak postąpi Netanyahu w Kongresie. W odróżnieniu od prezydenta, premier Izraela nie okaże złośliwości, ani nie skrytykuje personalnie prezydenta. Rozbije za to, precyzją zegarmistrzowską, jeden argument Obamy po drugim. To rozgniewa Obamę jeszcze bardziej. (Podobnie jak fakt, że popularność Netanyahu w USA rośnie mimo, a może dlatego że, administracja przypuściła na niego infantalny atak.)

Netanyahu reprezentuje wszystko czego brakuje Barakowi Obamie: siłę, zdecydowanie, przenikliwość, niechęć do ukłonów przed tyranami i chęć by stanąć w obronie swojej narodu za granicą. Obama z pewnością musi zdawać sobie sprawę z tego wszystkiego. I właśnie dlatego nienawidzi Netanyahu, nawet choć część z nas wyraża większy podziw w stosunku do premiera Izraela.