JOW

Demonstracja n/rz JOW studentów we Wrocławiu/Photo: JOW.pl Copyright: JOW.pl

W dniu wyborów w Wielkiej Brytanii (rzeczywiście bezpośrednich, tajnych, równych, proporcjonalnych <w sensie matematycznym> i powszechnych)  warto się zastanowić jak bardzo Polacy są oszukiwani przez rządzącą klasę polityczną, a przede wszystkim liderów partyjnych. Zakłamanie ordynacji wyborczej trudno w pełni opisać. Jednak przytoczony w tym artykule, w 2005 r, przez profesora Jerzego Przystawę epizod z historii prawa wyborczego w Polsce należy znać i zawsze przypominać politykom. Bez przygotowanej przez siebie i dla siebie ordynacji wyborczej nie mogliby liczyć na reelekcję. Bo w tej ustawie, liderzy dużych partii, praktycznie pozbawili Polaków biernego prawa wyborczego i wmontowali system, który z góry gwarantuje im wejście do Sejmu (poprzez zaprojektowaną przez nich formułę przydzielenia mandatów).  

A gdyby Polacy wymusili na władzy wprowadzenie ordynacji większościowej i jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) obecna klasa polityczna na zawsze odeszłaby do historii.

Między Polską a UK

 

W Polsce jest tak:

W wyniku usilnej, wielopokoleniowej pracy nad świadomością obywatelską Polaków, wśród inteligencji polskiej utrwaliło się przekonanie, że sposób wyłaniania władzy, określany podstawowym aktem ustrojowym – ordynacją wyborczą do Sejmu ‑ jest bez większego znaczenia: jak zwał, tak zwał, byle co kilka lat odbywała się uroczystość pod nazwą “wybory”. Dzięki takiej postawie tzw. klasa polityczna doszła do wniosku, że jest to jej wewnętrzna sprawa i nikomu więcej nic do tego. Majstrują więc spokojnie przy ordynacji wyborczej, zmieniając ją bez przerwy według sobie tylko zrozumiałych kryteriów i za zamkniętymi drzwiami. Gdyby ktoś chciał wiedzieć, to od roku 1989 wybieraliśmy Sejm już 5 razy i mieliśmy 5 różnych ordynacji wyborczych, ogłaszanych, kolejno, w roku 1989, 1991, 1993, 2001 i 2002. Jak by na to nie patrzeć jest to rekord świata, bo czy można częściej zmieniać prawo wyborcze niż odbywają się wybory? Pytanie retoryczne: oczywiście, że można! Dowodzi tego praktyka ustrojowa Rzeczypospolitej!

O tym, że Sejm zmienił ordynację wyborczą w roku 2002 dowiedziałem się przypadkowo; parę dni temu dziennikarze donieśli, że w Sejmie mózgowcy kombinują nad nową reformą, chcąc zamienić przeliczniki d’Hondta na przeliczniki Sainte-Lague, bo te ostatnie, podobno, dają większe możliwości małym partiom, a więc są jeszcze bardziej demokratyczne! Jak to d’Hondta na Sainte-Lague – zdziwienie odjęło mi mowę. Przecież dopiero w roku 2001 wprowadzili Sainte-Lague, skąd się u licha wziął nagle d’Hondt? Przecież 12 kwietnia 2001 liczna grupa posłów, z profesorem prawa dr hab. Jarosławem Kaczyńskim i dr Ludwikiem Dornem na czele, skierowała do Trybunału Konstytucyjnego skargę, że wybory wg d’Hondta są sprzeczne z Konstytucją! A Konstytucja jest święta! Przerażony tą skargą Sejm szybko zmienił d’Hondta na Sainte-Lague i tak wybieraliśmy obecny, miłościwie nam panujący, Sejm.

I otóż okazuje się, że po cichutku, bez reflektorów i konferencji prasowych, zamieniono nam, latem 2002, tego nieszczęsnego “santlaga” na bardziej szczęsnego “donta”. Zmianę tę ukrytą w wielkiej zbiorowej ustawie, której nikt nie miał siły czytać, nazywającej się Ustawa o zmianie ustawy ordynacja wyborcza do rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich oraz niektórych innych ustaw. I tam, delikatnie, zmieniono brzmienie art. 166 ordynacji wyborczej do Sejmu, zamieniając – drobiazg! – ciąg liczb 1,4; 3,5; 7 itd. na ciąg 1, 2, 3, 4, 5…No, czego tu się czepiać, drodzy polscy inteligenci, zatroskani problemem naprawy Rzeczypospolitej? Kto takie rzeczy zauważa i traktuje poważnie? Pytani przeze mnie posłowie nie mieli w ogóle pojęcia o dokonaniu takiej zmiany. Przecież nawet profesor prawa dr Kaczyński nie protestował, ani nie protestował jego alter ego ‑ dr Ludwik Dorn, ani Prezes Marian Piłka, ani światowej już sławy parlamentarzysta Marcin Libicki, ani inni, którzy podpisywali się pod wnioskiem, że “dont” jest sprzeczny z Konstytucją! Sprzeczny z Konstytucją? Zależy kiedy! W kwietniu 2001 było sprzeczne, ale w lecie 2002? “Kwiecień-plecień”, a lato jest nasze! Idźmy więc tłumnie do urny (Kto…inteligentny i wykształcony…do urny!), władza, jak wiadomo, pochodzi od Boga, głosujmy więc nie wierzgając, bo to i tak nic nie da.

Inaczej w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej

     Ostatnie wybory odbyły się w czwartek, 5 maja 2005. Obywatele Królestwa wybierali 646 posłów w 646 w miarę jednakowych okręgach wyborczych, po jednym w każdym okręgu. Kandydować mógł każdy dorosły obywatel, którego swoimi podpisami poparło 10 mieszkańców danego okręgu. Musieli tylko jeszcze zapłacić 500 funtów kaucji. Tę kaucję zwracano tym, którzy w głosowaniu zdobyli minimum 5% oddanych głosów. Jeśli nie, to kaucja przepadła. Ponieważ wolno każdemu startować nawet w kilku okręgach, więc znalazł się jeden taki, który stracił kaucję, aż w 8 okręgach, bo wszędzie przegrał z kretesem. Pomimo tego, że każdemu wolno kandydować gdzie tylko chce, kandydatów nie było tak wielu: średnio po 5 na jeden mandat! 5 maja wybrano tylko 645 posłów, ponieważ w jednym okręgu zdarzyło się tak, że zmarł zarejestrowany kandydat Partii Liberalnej. Każda partia może wystawić do wyborów tylko jednego kandydata, nie ma nikogo w zapasie. Dlatego wybory w tym okręgu odłożono na miesiąc, aby dać szansę tej partii na wystawienie kogoś innego.