Jak się należało spodziewać po ostatniej rundzie prawyborów część publicystów związanych z Partią Republikanów zaczęła się głośno zastanawiać dlaczego Donald Trump odnosi zwycięstwa mimo iż przecież nie jest ani Republikaninem, ani konserwatystą. I odpowiedzieli sobie mniej więcej tak: bo zbyt wielu Republikanów wystartowało w prawyborach, media sprzyjają Trumpowi, a wyborcy to głuptasy. Część z owych publicystów doszła do wniosku, że przecież to wszystko kiedyś się skończy.

Niestety wszystkie te odpowiedzi właściwie rozmijają się z problemem. I nie jest nim Trump. To ” symptom Trumpa “. Trump jest symptomem. Partia Republikanów jest chora od dość dawna. Pokolenie Republikanów konsekwentnie obstawiało Republikanina bez względu na to kto by nim nie było. Jednak teraz ci wyborcy zrozumieli, że taki wybór nie jest dla nich korzystny.

Wyborcy są rozgniewani. Są źli na prezydenta Obamę za to zmienił Amerykę w coś nowego. Są źli na ustawodawcę Republikańskiego za to, że nie potrafił powstrzymać prezydenta. Są źli na Republikanów za to, że uchwalili ogromne budżety nie bacząc na zadłużenie, nie powstrzymali ataku na władzę wykonawczą, i za uzależnienie decyzji Kongresu od werdyktu Sądu Najwyższego. Są źli na Republikanów z Waszyngtonu i sponsorów, którzy, ich zdaniem, sądzą że wyborcy są ograniczeni umysłowo i niesamodzielni i jednocześnie oczekują od tych samych wyborców, że będą zachowywać się jak zegarek.

I częściowo ich gniew jest uzasadniony. Wyborcy nie ufają establiszmentowi Republikanów z Waszyngtonu – i nie tylko oni. Weźmy choćby przykład nominacji na sędziego Sądu Najwyższego po śmierci Antonina Scalii. Przywódca większości w Senacie McConnell obiecał, że sprzeciwi się nominacji przez prezydenta Obamę podobnie jak postąpili Demokraci pod koniec kadencji dwóch ostatnich prezydentów republikańskich. Prezydent Obama nie potraktował Republikanów poważnie. Michael Memoli zauważył w Los Angeles Times, że “Sam Obama stwierdził, że Republikanie nie traktują swoich oświadczeń poważnie: “Moim zdaniem to jest polityka… i, tak mówiąc na marginesie, nie bronią swojego zdania zbyt energicznie… Oni komentują te kwestie z ogromnym zażenowaniem.” Wyborcy Republikanów czytając komentarz Obama muszą z trwogą stwierdzić iż ma rację. Podejrzewają, że obietnica odrzucenia nominacji Obamy na sędziego Sądu Najwyższego jest tylko pustosłowiem.

Symptom Trumpa wskazuje na chorobę partii

Zaledwie trzy miesiące temu nowy Rzecznik [Speaker – nie powinno się tłumaczyć ‘przewodniczący’ – red] większości republikańskiej w Kongresie obiecując sprzeciw żądaniom prezydenta w sprawie zwiększenia budżetu skapitulował niemal całkowicie zgadzając się na wszystko od przyjęcia więcej uchodźców z Syrii po zwiększenie grantów rządu federalnego dla miast, które nie ścigają nielegalnych imigrantów; po zwiększenie ilości wiz HB-1 dla niskowykwalifikowanych pracowników. Po tym wszystkim wyborcy Republikanów poczuli się jak mieszkańcy wsi, którzy wychodzili na pomoc chłopczykowi który krzyczał iż atakuje go wilk. I dlatego teraz są źli.

W tym gniewie zwrócili się ku rozgniewanemu człowiekowi, który złożył takie obietnice iż jeśli tylko byliby trochę mniej źli to potraktowaliby jako niepoważne. Bo Trump przecież, jak należy powtórzyć i podkreślić, nie jest ani Republikaninem, ani konserwatystą. Zmieniał zdanie na temat Iraku przynajmniej tyle razy ile John Kerry w 2004. Trump podobnie jak Kerry, Pelosi czy Reid popierał wojnę dopóki nie sytuacja się nie skomplikowała, a wtedy podobnie jak reszta i on stał się przeciwnikiem Iraku. Trump sądzi, że Planned Parenthood [członkowie tej organizacji są oskarżeni o handel tkanką ludzką uzyskaną po aborcji] robi dobrą robotę, a rząd powinien opłacić każdemu służbę zdrowia. I nawet w sprawie imigracji, tej kwestii której rzekomo nikt nie poruszał dopóki nie pojawił się Trump, nie ma żadnej spójnej wizji bo powiedział, że gdy granica zostanie uszczelniona to on stworzy [nielegalnym imigrantom, którzy są już w USA] ścieżkę. Ścieżkę do czego? Trump nie chce odpowiedzieć na to pytanie.

O tym wszystkim Trump mówił publicznie a jednak wielu wyborców Republikanów w swoim gniewie sądzi, że Trump o wszystkim mówi wprost tak jakby nie zmieniał zdania na niemal każdy temat w czasie tych prawyborców.

Trump nie stanowi problemu dla swoich rywali, podobnie jak i całej Partii Republikanów. Problemem jest brak zaufania do nich ogromnej grupy wyborców. I niestety ta nieufność jest uzasadniona. Błędem byłoby potraktowanie wyborców Trumpa jak głuptasów i ignorantów bez względu na to jak będą wyglądać kolejne miesiące prawyborów.

Niestety jednak część wyborców Republikanów w swoim gniewie na przywódców partii nie dostrzegło, że ma o wiele więcej powodów do nieufności wobec Trumpa. I niestety mają na coraz mniej czasu na to żeby się ocknąć.

Dr Caleb Verbois – politolog. Wykładowca nauk politycznych w Grove City College. I ekspert naukowy w Instytucie Johna Jaya.