Zwycięstwo Donalda Trumpa w Południowej Karolinie wskazuje na to, że Partia Republikanów rozpadłą się na dwie części. Jedną z nich jest partia Trumpa, a drugą partia nie-Trumpa.

Zasadniczo partia Trumpa nie stanowi wielkiej siły. W trzech stanach odbyło się głosowania. Tamtejsze wyniki podobnie jak różne sondaże odnośnie jego sympatyków wśród Republikanów ukazują, że jego poparcie ogranicza się do 35-40 proc. Jak wynika z sondażu AP z ubiegłego tygodnia 60 procent wyborców republikańskich – 60 procent! – ma negatywny stosunek do Trumpa.

To jest właśnie partia nie-Trumpa.

A jednak w tym samym sondażu AP 86 procent republikańskich wyborców uważa, że Trump może odnieść zwycięstwo w listopadzie. Biorąc pod uwagę zdegustowanie Republikanów wydaje się, że popadli w rezygnację w obliczu nieprzyjemnej rzeczywistości chwili obecnej – tej samej nieprzyjemnej rzeczywistości, która ogarnęła wszystkich, którzy nie są zwolennikami Trumpa.

Mam nadzieję, że Shakespeare mi wybaczy moje porównanie Trumpa do Olbrzyma w 2016 r., który  siedzi okrakiem zawężając wybory podczas gdy inni kandydaci przemykają pod jego wielkimi nogami próbując zdobyć uwagę mediów.

Partia nie-Trumpa go nie chce, ale wielu jej członkom i wszystkim innym wydaje się iż nie można od niego uciec.

Jaka jest zatem reakcja partii nie-Trumpa?

Wszyscy wiedzą co musi się stać. Wśród kandydatów Republikanów musi dojść do konsolidacji żeby partia nie-Trumpa mogła przemówić jednym głosem, poprzeć jednego kandydata i powalić Olbrzyma.

Jednak do tego nie dojdzie.

Tak, Jeb Bush zrezygnował wczoraj wieczorem z ogromnym szacunkiem i budząc wzruszenie bo okazał tyle godności i uprzejmości. A zatem jeden odszedł – to zmiana, która spowoduje ogromne konsekwencje bo pieniądze na Busha przeznaczone były do pokonania Rubio.

W gym sensie Rubio skorzysta z rezygnacji Busha choć nie ma pewności, że oddane niego 4-8 proc. po prostu przełożą na poparcie senatora z Florydy.

Jednak Ben Carson, który wygłosił gorzkie przemówienie o tym, że nie rezygnuje kilka godzin po ogłoszeniu wyników w Południowej Karolinie wyraźnie stwierdził, że będzie przez jakiś czas kontynuował prowadzenie kampanii. Podobnie jak John Kasich, który jest zdeterminowany, mimo iż nie ma zorganizowanej kampanii, abo 15 marca odbywają się prawybory w jego Ohio.

 

Wczoraj Carson i Kasich wspólnie otrzymali około 15 proc. głosów. Jeśli taki wynik uzyskają wspólnie w wyborach super-wtorku 1 marca – kiedy odbywa się głosowanie w 12 stanach – to uniemożliwią skutecznie zdobycie któremuś z dwu liczących się kontr-kandydatów zdobycie 35 proc. żeby dorównać do Trumpa.

Ani jeden z tych dwóch kontr-kandydatów nie wycofa się. Ted Cruz wygrał w Iowa i powinien również 1 marca wygrać w Teksasie, który reprezentuje jako senator. Jednak poważny problem Cruza to fakt iż nie ma lepszego stanu, w którym mógłby odnieść zwycięstwo niż Południowa Karolina. To był dla niego zły dzień.

Marco Rubio jeszcze nigdzie nie odniósł zwycięstwa. Ale wyrwał się z katastrofalnej sytuacji, w której znalazł się w New Hampshire. Jest najbardziej płynnym i lubianym kandydatem – w Iowa zdobył wynik, który przekroczył prognozy sondażowe.

Rubio w największym stopniu stanowi alternatywę. I nigdzie się nie wybiera.

Partia nie-Trumpa jest wielka, ale słaba. Partia Trumpa jest mała, ale silna. A zatem dzieje się tak jak śpiewał chór nastolatków na spotkaniu wyborczym Trumpa: “Dziel silnych albo za każdym razem przegrywaj.”