Trump może jednak już dochodzić do pewnej granicy możliwości zdobywania poparcia. Jednak jego blok wyborców składa się z Tea Party i chrześcijan ewangelikalnych, którzy mieli według Cruza nie poprzeć biznesmena. Jeśli ta sytuacja powtórzy się w czasie wyborów super-wtorku to Cruz straci ich bezpowrotnie. A gdy w kalendarzu prawyborów trzeba będzie przewrócić kartkę to wówczas rywalizacja przeniesie się do północnych, środkowo-zachodnich i południowych stanów, w których konserwatyzm Cruza jest reprezentowany w jeszcze mniejszym stopniu. Trump może również tam zatryumfować zwłaszcza, jeśli Rubio będzie musiał konkurować z Kasichem. Jednak cokolwiek by tam się nie wydarzyło, to zwycięstwo Cruza jest najmniej prawdopodobne.

Konserwatyści głównego nurtu są zbyt wielkimi optymistami jeśli sądzą, że teraz Rubio stoi już na prostej drodze do zwycięstwa. Jego sytuacja uległa ogromnej poprawie, ale wciąż znajduje się daleko za Trumpem w wielu stanach, w których musi go pokonać. Trump prawdopodobnie przegrałby jeśli miałby przeciw sobie tylko jednego rywala – Rubio albo Cruza. Jednak dopóki do tego nie dojdzie, jego zwolennicy mają prawo sądzić iż ma największe szanse na wygraną.

Odpowiedź na postawione tu pytania będzie znana dopiero za kilka tygodni. Jednak już teraz, po zakończeniu starcia w Południowej Karolinie, możemy sformułować pierwszy zasadniczy wniosek dotyczący tych prawyborów. Cruz nie może liczyć na nominację po utracie na rzecz Trumpa tych wyborców, którzy stanowić mieli trzon jego poparcia. I to sprawia, że Cruz, a nie Bush jest największym przegranym w Południowej Karolinie.