Jeśli jednak Trump jest wielkim zwycięzcą w Południowej Karolinie, to wielkim przegranym jest Ted Cruz.

Taki wniosek jednak nie pojawi się w wielu analizach tych wyników. Bo głównym tematem będzie wycofanie się Jeba Busha. Zamiast poczekać choćby jeden dzień, jak to jest w zwyczaju, Bush ściągnął uwagę mediów z Trumpa ogłaszając w przemówieniu zakończenie swojej kampanii. Jego wystąpienie było elokwentne i eleganckie ukazując raz jeszcze jeszcze jego charakter jako osoby. Jego odejście z kampanii, której szczerze mówiąc nie powinien w ogóle był rozpoczynać, stało się teraz znakiem rozpoznawczym Bushów.

 

 

 Konsekwencją prawyborów w Południowej Karolinie był ogromny cios wymierzony w Teda Cruza.

 

 

Odejście Busha i dobry wynik Marco Rubio, który znalazł się na drugim miejscu tuż przed Cruzem sprawiły, że był to dobry wieczór dla senatora z Florydy. Rubio wraca w doskonałym stylu po kryzysie w New Hampshire mimo iż wielu obserwatorów sądziło, że pogrzebał jego szanse.  Choć senator pewnie sądzi, że teraz już może mieć nadzieję na solidne poparcie głównego nurtu partii, to jednak nadal piętrzą się przed nim niełatwe do pokonania przeszkody. Najpoważniejszą z nich stanowi gubernator John Kasich z Ohio, który znalazł się na słabym piątym miejscu. Jednak przypuszczalnie będzie nadal kontynuował kampanię trzymając się kurczowo płonnej nadziei, że zwycięstwo w jego stanie, i może też gdzie indziej, w jakiś sposób doda mu sił w biegu po nominację, jeśli Rubio wycofa się pierwszy. Jednak Kasich może tylko, podobnie jak Carson, który nie chce pogodzić się z rzeczywistością co do losów jego kandydatury, ułatwić zwycięstwo Trumpowi.

Najważniejszą konsekwencją prawyborów w Południowej Karolinie był ogromny cios wymierzony kampanii wyborczej Cruza.

Południowa Karolina, w której wyborcami są weterani i konserwatyści wszystkich odcieni wydawała się miejscem, w którym Cruz powinien był zwyciężyć w takim stylu, jak w Iowa. Jego sztab wyborczy włożył ogromny wysiłek w regionie, a odrzucenie przez Trumpa poglądów konserwatywnych w wielu kwestiach powinno było przekonać religijnych konserwatystów do tego żeby nie głosować na gwiazdę reality show. Jednak tak się nie stało. Trump pokonał Cruza wśród wyborców ewangelikalnych i wszystkich innych konserwatystów.

To ogromny cios w przekonanie Cruza, że może odnieść zwycięstwo nad Trumpem w konserwatywnych stanach, takich jak południowe, które będą głosować 1 marca w prawyborach super-wtorku. Jeśli jednak Cruz nie może nawet uzyskać wyniku bliskiego Trumpowi w Południowej Karolinie, to w jaki sposób miałby wygrać gdzieś indziej na południu? Być może Cruz liczy na wygraną w rodzimym Teksasie, ale i tam jego wynik nie jest pewny. Nawet jeśli tam wygra, to na czym będzie polegać różnica między nim, a Johnem Kasich?

Rubio może mieć nadzieję, że wyborcy Republikańscy pomogą, przynajmniej, przetrwać mu jak czempionowi jednej trzeciej wyborców partii, którzy popierają kandydatów tak zwanego establiszmentu. Skąd jednak weźmie głosy Cruz żeby móc dogonić Trumpa? Wyborcy Busha na niego nie zagłosują. I jeśli Carson będzie kontynuował kampanię próżnego kandydata to Cruz poniesie poważniejsze konsekwencje niż Rubio.

Prysło już przeświadczenie, że Cruz jest kandydatem, który przyciąga społecznych konserwatystów, podobnie jak Mike Huckabee czy Rick Santorum. Nie może też już liczyć na to, że zjednoczy wyborców ewangelikalnych. Bo zwycięstwo Trumpa udowodniło, że wyborcy ewangelikalni są zróżnicowani. Podobnie Cruz nie może liczyć na głosy wyborców Tea Party. Cruz traci, bo wielu wyborców, którzy nie powinni głosować na kandydata, który ma taki życiorys jak Donald Trump, okazują mu właśnie poparcie. A Cruz ma rację twierdząc, że jest zdeklarowanym konserwatystą, który reprezentuje przekonania tej grupy. Mimo wszystko jednak ona wciąż oddaje głosy na Trumpa.

Trump może jednak już dochodzić do pewnej granicy możliwości zdobycia poparcia.